W filmie Babel urzekły mnie przepiękne zdjęcia…- podobno mniej więcej po tych słowach rozpoczynających recenzję można poznać, że film się komuś nie podobał. Po prostu, żeby nie wyjść na skrajnie nieobiektywnych (w oczach fanów filmu) najpierw rzucamy jakąś zaletą, a dopiero potem wytykamy wszystkie błędy i niedociągnięcia.
Zacznijmy jednak od początku:
‘Babel’ opowiada nam kilka historii- małżeństwa z problemami, marokańskiego rodzeństwa, które wpadło w niemałe tarapaty, głuchoniemej Japonki szukającej akceptacji i zrozumienia w głośnym i niezrozumiałym świecie oraz meksykańskiej niani.
Co do samych zdjęć naprawdę mi się podobały- właśnie m.in. dla kulturowego kontrastu (nie tylko przejawiającego się wspaniałymi krajobrazami) można sięgnąć po ‘Babel’.
Niektóre problemy bohaterów zostały dzięki pojedynczym scenom przedstawione bardzo sugestywnie, ale część z nich pozostaje dosyć naciągana i to jest mój główny zarzut.
Problemy małżeńskie w cudowny sposób znikają dzięki kryzysowej sytuacji,
a jeszcze chwilę wcześniej wydawały się nie do przezwyciężenia- małżonkowie ukazani byli jako dwójka całkiem różnych, niepasujących do siebie ludzi.
Tak jak Brad Pitt sprawił się całkiem dobrze, to niestety Kate Blanchett
z powodzeniem mogłaby zastąpić słomiana kukła, a poziom ekspresji i wyrazu pozostałby ten sam…
Przy młodej Japonce Chieko miałem chwilami wątpliwości, czy jej zachowania wynikają rzeczywiście z nieumiejętności porozumienia się z ojcem, bólu po stracie matki i poczucia wyobcowania, czy może czasem ze zwykłego popędu seksualnego i niedojrzałości.
Starając się zgłębić dany problem, reżyser sporadycznie popadał
w przejaskrawienie postaw i sytuacji co da się łatwo zauważyć.
Tak samo głupota i naiwność bohaterów potrafi drażnić (strzelanie do autobusu, czy zostawianie dzieci na pustyni).
Nie przeczę, że ‘Babel’ stara się w sposób ciekawy pokazać problem porozumienia w obrębie rodzaju ludzkiego, o czym świadczy sam tytuł, ale nie można popadać w hura-optymizm po przeczytaniu paru pozytywnych recenzji doszukujących się w tym filmie wszystkiego co najgłębsze i wymagające wnikliwej analizy.
Żeby nie być jednostronnym dodam, że bardzo spodobał mi się wątek marokańskiej rodziny (było to naturalne, ciekawe ukazanie różnic
i podobieństw, jakby nie patrzeć nieznanej nam kultury) oraz scena, w której Chieko jest na dyskotece.
Mimo to końcówka zawodzi- wszystkie wątki splatają się jakimś ogniwem,
ale niestety nie jest to dla widza żadnym zaskoczeniem, sposób połączenia poszczególnych historii jest dosyć błahy i bez pomysłu.
Najprostszym i najpopularniejszym zarzutem przeciwko osobom krytykującym Babel będzie: ‘po prostu go nie zrozumiałeś’. Dosyć wygodne tłumaczenie, ale to co chciał przekazać reżyser wcale nie musi być tożsame z odczuciami widza
i należy o tym bezwzględnie pamiętać. ‘Babel’ na pewno nie jest bardzo trudny jakby tego chcieli niektórzy, ale nie jest też nudny, jak twierdzą inni- po prostu nie wywarł na mnie wrażenia jakiego oczekiwałem, a końcówka zwyczajnie mnie zawiodła.
Widać członkowie Akademii Filmowej też nie dostrzegli w tym filmie czegoś wyjątkowego i niesamowitego bo mimo kilku nominacji ‘Babel’ otrzymał tylko jedną statuetkę za muzykę.
A może po prostu go nie zrozumieli…
